Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.
Stop.
Otworzyła oczy. Znajdowała się w parku. Słońce było tego
dnia nad wyraz łaskawe i tylko, ktoś nie potrafiący docenić takiej pogody w
Anglii, nie wyszedłby dzisiaj na dwór. Rozejrzała się w poszukiwaniu jakiś oznak,
że w pobliżu ma znajdować się on. Po kilku minutach, zobaczyła kobietę pchającą
wózek z dzieckiem. Wiedziała kim jest ta młoda matka. Thea wyszła zza linii
drzew i powoli przeszła obok, skupiając swój wzrok na spokojnie śpiącym
niemowlęciu. Tyle jej wystarczyło. To musiał być on. Udało się… znowu. Przeszła jeszcze kilka kroków,
odwróciła się, sprawdzając czy matka Louisa go nie obserwuje i zniknęła. Tak po
prostu. Nikt nie miał się dowiedzieć, że kiedykolwiek była w tym parku…
w 1991 roku.
w 1991 roku.
Wdech. Wydech.
Stop.
Wychynęła zza ciemnego zaułka i ruszyła przed siebie. Gdzieś
tutaj musiał być Niall. Kierowała się instynktem. W pewnej chwili usłyszała
śmiech dzieci wymieszany z nawoływaniami ich matek. Pewnie zwróciła się w
tamtą stronę. Kilka ławek, zajmowanych przez kobiety, otaczało dużą
piaskownicę, w której bawiła się wesoła gromadka w wieku od około 2 do 6 lat. Zlustrowała
wzrokiem otoczenie, aż w końcu zauważyła znajomą osobę. Na jej szczęście
miejsce obok Maury było wolne. Wolnym krokiem zbliżyła się do mamy Nialla.
- Mogę usiąść? – zapytała. Kobieta spojrzała na Theę i
kiwnęła głową, uśmiechając się.
- Oczywiście.
Dziewczyna podziękowała i zajęła miejsce na drugim końcu
ławki. Zobaczyła, że jej ręce lekko drżą, więc schowała je co prędzej do
kieszeni dżinsów. Rozejrzała się. Dzieci budowały nieporadnie babki z piasku.
Czasami zdarzało się, że któreś popsuło swoje dzieło, a wtedy z płaczem leciało
w stronę jednej z ławek i na niej siedzącej kobiety. Thea nie mogła odnaleźć
Nialla. Wytężała wzrok, jednak śmigający w tę i z powrotem mali, wrzeszczący
ludzie nie pomagali jej się skupić. Aż do momentu, gdy usłyszałam przejmujący
pisk. Maura także podniosła wzrok z nad gazety, którą do tej pory spokojnie
przeglądała. Krzyk, czy cokolwiek to było, ponowił się. Dziewczynie udało się w
końcu znaleźć źródło tych odgłosów. Kilka metrów od ich ławki, dwójka dzieci
wyrywała sobie z rąk czerwone wiaderko. Obiekt co kilka sekund zmieniał swojego
właściciela. Zaaferowana dwójka nie zwracała uwagi na to, że podczas swojej
sprzeczki depczą babki pozostałych. W piaskownicy rozpętało się istne piekło.
Coraz więcej dzieci zaczęło się kłócić, płakać i popychać, niszcząc po drodze piaskowe
budowle.
- Niall!
Thea aż podskoczyła, gdy kobieta siedząca obok niej wykrzyknęła
to imię.
„No tak…” – pomyślała Thea. – „ I już wiadomo, kto zaczął to
wszystko.”
Matka chłopca podbiegła w okolice centrum zdarzenia. Wyrwała
przedmiot konfliktu z rąk swojego trzyletniego synka i oddała go osobnikowi,
liczącemu na oko 5 lat, który zdecydował się wziąć czynny udział w tej
sprzeczce. Zaczęła tłumaczyć coś chłopcom, jednak Thea nie była w stanie tego
dosłyszeć. Wszystko przez pozostałe dzieci, które do tej pory nie mogły się
pogodzić ze zniszczeniem ich pierwszych projektów architektonicznych. Zdawało
się, że Maurze udało się uspokoić sytuację. Zdawało się…
Niall pokiwał twierdząco głową na słowa matki, a gdy wzięła
go za rękę, ten, zanim ruszył, zdążył jeszcze kopnąć w nogę kolegę. Thea widząc
to, nie potrafiła powstrzymać śmiechu. Jedna z kobiet spojrzała na nią z
dezaprobatą. Po chwili na ławce było ich już trzech. Matka Nialla uśmiechała
się przepraszająco, do każdego, kto napotykał jej wzrok, pakując przy tym
wszystkie rzeczy. Chłopiec natomiast, który był
N i m we własnej osobie, spojrzał
z zaciekawieniem na Theę.
- Cześć – odezwał się i wyszczerzył w uśmiechu.
- Cześć – odpowiedziała i odwróciła głowę, żeby chłopiec nie
dostrzegł łez, zbierających się w kącikach jej oczu.
Kiedy odchodzili, usłyszała jeszcze jak Niall pertraktował z
kobietą, ściskającą jego małą rączkę:
- Mama, kupisz mi to czerwone wiaderko, co?
Thea zakryła twarz dłońmi. Co ona robi? Co, do cholery,
robi?
Wdech. Wydech.
Stop.
Zmaterializowała się gdzieś nieopodal ulicy, przy której
mieszkał Zayn. Spojrzała jeszcze raz na adres zapisany w pośpiechu na
fragmencie kartki, po czym skierowała się w tamtą stronę. Jeszcze zanim dotarła
pod ich dom, usłyszała jak ktoś woła jego imię.
- Zayn! Obiad!
- Zaraz przyjdę, mamo. Jeszcze chwila.
Thea podbiegła do płotu okalającego posiadłość Malików.
Stanęła na palcach i pomachała ręką, mając nadzieję, że przyciągnie tym
sposobem uwagę chłopca. Po chwili z drugiej strony wychynęła ciemna czupryna
Zayna Malika.
- O! – odezwał się, wyraźnie zaskoczony. Pewnie myślał, że
to któryś z jego kolegów.
- O! – uśmiechnęła się figlarnie do zbitego z tropu chłopca.
Po chwili wahania, Zayn odwzajemnił uśmiech. Miał teraz co
najwyżej siedem lat. W tym wieku nie myśli się, że ktoś obcy machający z ulicy,
może być niebezpieczny. Zwłaszcza, jeżeli była to miła dziewczyna, uśmiechająca
się do niego promiennie.
- Znam cię?
- Nie… a chcesz poznać? – mrugnęła do niego, a on
zachichotał. – Co robisz?
- Gram w piłkę, ale zaraz idę na obiad.
Chyba uświadomił sobie, że ktoś może się zdenerwować, jeśli
zaraz nie znajdzie się przy stole, bo nerwowo zerknął w stronę frontowych drzwi.
Jakby na zawołanie, wyszedł z nich mężczyzna. Spojrzał podejrzliwie w stronę
dziewczyny, rozmawiającej z jego synem, a po chwili znajdował się już obok
nich.
- Dzień dobry. Przepraszam, potrzebuje pani czegoś? –
uśmiechnął się na tyle życzliwie, na ile stać ojca, który widzi dziecko
rozmawiające z obcą osobą.
- W zasadzie to tak. Nie wie pan, jak najszybciej stąd dojdę
do centrum miasta? Nie jestem miejscowa, przyjechałam do dziadków i chyba
zrobiłam sobie za długo spacer, bo kompletnie nie wiem, w której części miasta
się właśnie znajduję – uśmiechnęła się,
przybierając minę osoby lekko zakłopotanej sytuacją.
Mężczyzna wyraźnie
się odprężył na te słowa. Pokrótce wytłumaczył dziewczynie, gdzie jest teraz,
a gdzie dojść powinna. Na koniec podał Theii rękę na pożegnanie i ruszył w stronę domu.
a gdzie dojść powinna. Na koniec podał Theii rękę na pożegnanie i ruszył w stronę domu.
- A ty nie idziesz? – krzyknął na syna, zorientowawszy się,
iż tamten stoi jak kołek w miejscu, w którym go zastał.
Zayn otrząsnął się z transu. Spojrzał jeszcze przelotnie na
Theę. Jego ojciec wybuch gromkim śmiechem.
- Chyba wolałby pójść z tobą – zażartował i machnął ręką na
Zayna, który spuścił głowę, zawstydzony.
Thea również się zaśmiała i pomachała w stronę chłopca. Ten,
dalej zażenowany, tylko kiwnął głową i pobiegł w stronę drzwi, za którymi, moment
później, zniknął.
Wdech. Wydech.
Stop.
Obserwowała dzieci wychodzące ze szkoły. Wśród nich znalazł
się także Liam. Tłumy rozwrzeszczanych dzieciaków rozpychały się, dźgały
łokciami, robiąc to tylko po to, by jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Gdy
już im się to udawało, każdy żegnał się ze swoimi przyjaciółmi i biegł zapewne do domu. Tylko jeden chłopiec, nie
miał komu pomachać na do widzenia. Tym kimś był Liam Payne. Szedł powoli ze
spuszczoną głową, starając się nie rzucać nikomu w oczy. Theę ścisnęło gardło.
Było tak jak czytała we wszystkich ich biografiach. To nie najlepszy okres w
życiu tego chłopaka. Jednak o prawdziwej sile tych słów, miała się dowiedzieć
dopiero za chwilę.
Liam już skręcał w jedną z mniej uczęszczanych dróg
Wolverhampton, gdy ktoś go zatrzymał. Odwrócił się, a na jego twarzy odmalował
się strach. Czterech chłopaków, wyglądających na trochę starszych, zagrodziło
mu drogę.
- Chciałeś zwiać, co? – zagadnął, jeden z grupy.
Liam nie odpowiedział.
- Przed nami się nie ucieka, kretynie!
- Co za palant! Pewnie zaraz zacznie płakać.
- Nic tylko nas unika, a my chcemy się po prostu
zaprzyjaźnić. Każdy chce mieć przyjaciół. Prawda, frajerze?
Wszyscy na niego krzyczeli, jednak chłopiec nadal nie
potrafił wydusić z siebie choćby słowa. Następnie zaczęli go popychać. Najpierw
lekko, potem coraz silniej. W końcu ktoś zrobił to tak mocno, że Liam uderzył
swoim ciałem o kontener, który znajdował się w pobliżu. Oczy Liama napełniły
się łzami. Modlił się, aby oni tego nie zauważyli.
- Mówiłem, mówiłem! Będzie beczał! – ryknął ten sam chłopak,
który wcześniej go o to posądzał.
- Zaraz ty też będziesz, jeśli nie przestaniecie.
Jak na komendę pięć par oczu skupiło się na o wiele starszej
dziewczynie o długich brązowych włosach, która nagle wyrosła za ich plecami.
Czwórka, która nękała Liama, mimowolnie cofnęła się o kilka kroków.
- Kto to?
- Kim ona jest?
Chłopcy zaczęli się
popychać, szeptać między sobą. Nikt jej nie znał. Nikt nigdy nie widział.
Zaczęli podejrzewać, że to może ktoś z rodziny Liama, przyszedł po niego do
szkoły. Odwrócili się w stronę ich ofiary,
jednak ten wydawał się być równie zaskoczony, co pozostali.
- Chłopcy, uważacie, że to ładnie tak dokuczać koledze? –
odezwała się znowu.
Spojrzeli po sobie i zgodnie pokręcili głowami.
-Więc wytłumaczcie mi fakt, dla którego się tak zachowujecie?
Albo nie! Ja wam powiem. Robicie to, bo jesteście małymi dupkami, którzy nie
wiedzą, co to znaczy, być miłym i uprzejmym, co to znaczy, nie mieć przyjaciół,
a starać się ich pozyskać. Robicie to, bo jesteście gnojkami, którym przydałoby
się niezłe lanie, żeby zrozumieć, jak to jest być upokarzanym. I wiecie co? Ja
chętnie wam to zaprezentuję!
Zaczęli niespokojnie dreptać w miejscu. Nie minęła minuta, a
jeden z nich zaczął uciekać, nawet nie oglądając się za towarzyszami. Potem
następny i kolejny. Aż został tylko Liam.
- Jeśli to się powtórzy, to obiecuję, że was znajdę i tego
gorzko pożałujecie! – krzyknęła na tyle głośno, iż była pewna, że ją usłyszeli.
Byli teraz sami. Tylko ona i Liam Payne. Jej idol. Poniżony,
upokorzony, bezsilny.
- Kim j-jesteś? – zapytał, a jego głos lekko zadrżał.
Uśmiechnęła się.
- Nikim ważnym – odpowiedziała i poklepała go po ramieniu. –
Chodź, odprowadzę cię do domu.
Chłopiec nie zastanawiał się długo. Ruszył za dziewczyną, szczęśliwy,
że ktoś w końcu go obronił, ktoś mu pomógł.
Szli w milczeniu, które Thea zdecydowała się przerwać.
- Myślałeś kiedyś o nauce boksu?
Spojrzał na nią zdumiony.
-Mam dopiero 11 lat! – wykrzyknął.
- No właśnie. Najlepszy czas, żeby zacząć – powiedziała, a
na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • •
• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • •
No i jestem z drugim rozdziałem. Przepraszam, że dodaję tak rzadko, ale niestety... ani nie dopisywała mi ostatnio wena, ani nie miałam zbyt dużo chęci. Dziękuję wszystkim za napisanie tych kilku słów, zdań pod ostatnim postem.
Członków bloga coraz więcej, więc mam nadzieję, że liczba komentarzy będzie także rosła. Napiszcie, co myślicie o rozdziale, bardzo proszę ;)
Pozdrawiam
A.
Przepraszam,że tak krótko, ale nie mam czasu. Więc...
OdpowiedzUsuńRozdział super, nie gniewam się że tak rzadko, bo wiem co to brak weny, czekam na kolejny- Pozdrawiam Kate♥
Świetny *-* Czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńBoże to jest boskie *.* Sytuacja z Niallem mnie rozbroiła! XD
OdpowiedzUsuńRozdział znakomity.Fragment z Liamem mnie wzruszył boże współczuje mu.Jestem ciekawo co teraz robią osoby,które mu dokuczały,jak się czują itp.Czekam na next
OdpowiedzUsuńCudowne.
OdpowiedzUsuńNie jestem pewna o co dokładnie chodzi Theai i nie wiem czy to się uda. Fragment z Niall'em był śmieszny, a z Liam'em wzruszający. Czekam na następny rozdział. :)
super czekam na następny
OdpowiedzUsuńZżera mnie ciekawość co będzie dalej, bo zapowiada się mega interesująco :D Czekam :)
OdpowiedzUsuńŚwietny, lecz wciąż się obawiam czy to wszystko nie bd zbyt pokręcone. Poza tym ingerowanie w ich życie może je kompletnie zmienić, i tego się obawiam. Poza ty rozdział świetny, kochany Liaś :'( Czekam z niecierpliwością na następny :)
OdpowiedzUsuń~DiDi
A ja uważam, że ta pokręcona fabuła jest w tym opowiadaniu najlepsza..:P
OdpowiedzUsuńzaciekawia, sprawia, że chcę się czytać dalej, bo tak naprawdę nie wiesz co się wydarzy. Opowiadanie inne niż wszystkie, tego się oczekuję, a bynajmniej ja..:))
ps. czekam na kolejny rozdział XD pozdowionka :)))
Masz bardzo fajne pomysły na blogi :) Ten np. jest bardzo orginalny i ciekawy c:
OdpowiedzUsuńChyba najbardziej podobała mi się scenka z Liamem ^^ Czekam jeszcze na przeszłość Hazzy :D
Tak, wiem, taki trochę dziwny komentarz xdd
Dodaj wreszcie nowy na IWTBTS
OdpowiedzUsuńMasz bardzo ciekawe pomysły na rozdziały dajmy na to ten rozdział kawałek z życia każdego członka One Direction w młodym wieku świetny pomysł /Martyna
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że szybko pojawi się kolejny bo czekam z niecierpliwością . :-) i genwalny blog, trzymam kciuki za to abyś szybko dostała weny .^^
OdpowiedzUsuńPrzed chwilą pisałam na twoim drugim blogu komentarz i jest on krótki bardzo krótki wiec postanowilam się spiąć i tutaj napisać coś dłuższego(ale nie wiem jak mi wyjdzie,także nic nie obiecuję ).
OdpowiedzUsuńPo pierwsze to jestem ROZCZAROWANA tak i to bardzo ,ponieważ nie moge się niczego uczepic xD Piszesz tak genialne blogi.
Po drugie pomysł jest bardzo orginalny wiec tez duży +
Po trzecie ładnie piszesz rozdziały ...chodzi o to że masz ładny dobór słów .
Blog jest cudowny tak jak tam ten.
Uwielbiam twoje blogi ~ Niegrzeczny Aniolek
Świetnie! Gratuluję zostałaś nominowana do Liebster Award : * Więcej informacji u mnie http://od-przyjazni-domilosci.blogspot.com/2014/05/liebster-award-3.html
OdpowiedzUsuńPomysł na fanfiction jest świetny,bardzo mi się podoba. Domyślam się, że przez podróże w czasie które Thea,w pewnym stopniu wpłyną na przyszłość chłopców i zespołu. Jestem bardzo ciekawa jak to dalej rozkręcisz, bo to notre będzie łatwe zadanie. Fabuła jest genialna, podoba mi się bardzo. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. Życzę weny w pisaniu.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Czekam na nn :-)
OdpowiedzUsuń